176

Odp: Moja/e recenzja/e

Twój wstęp:

Karol633 napisał/a:

„Moda na sukces” wśród gier powraca z trzecim sezonem, zdecydowanie najlepszym.


Wstęp Huta:

Hut napisał/a:

Najpopularniejsza telenowela w świecie gier wraca na ekrany z trzecim sezonem - najlepszym!

Cytuję:

Karol633 napisał/a:

Kiedy mojemu simowi urodziło się dziecko, aż serce ściskało, kiedy wziął je na ręce oraz przytulił.

Cytuję Huta:

Hut napisał/a:

Kiedy Hut(jego sim ma tak na imię - GarosS) po raz pierwszy podniósł do góry swojego synka, poczułem lekkie ukłucie w okolicach mięśnia sercowego.

Jeszcze coś:

Karol633 napisał/a:

Widocznie jest to tak głęboko ukryte w kodzie gry, że nie poprawi go byle patch.

A co powie nam Hut?

Hut napisał/a:

(...)mógłbym dodać tu zwyczajową frazę ''czekamy na łatkę'', ale jeśli nie udało się tego naprawić przez prawie dekadę, oznacza to, że błąd zaszyty jest tak głęboko w kodzie gry, że byle patch tego nie poprawi.

Chyba nie piszesz swoich recenzji na podstawie czyichś , co? Jeśli nie, to zgłoś się do Huta, bo macie bardzo podobne wrażenia na temat gry.

Ostatnio edytowany przez Gaross (2009-06-19 21:06:20)

http://img193.imageshack.us/img193/5057/clickanimation.gifhttp://img215.imageshack.us/img215/4456/thementalistbygaross.gif

177

Odp: Moja/e recenzja/e

No to jednym postem go załatwił smile Ciekawe czy reszta recek jest podobnie wykonana?

Ostatnio edytowany przez Jedi (2009-06-19 21:10:45)

178

Odp: Moja/e recenzja/e

Widocznie zapadła śmieszna zbierzność, więc poprawię te podobne teksty. Jak boga kocham, CDA nie czytam. Odrzuca mnie cena ;P

Ostatnio edytowany przez Karol633 (2009-06-19 22:01:29)

179

Odp: Moja/e recenzja/e

Karol633 napisał/a:

Widocznie zapadła śmieszna zbierzność, więc poprawię te podobne teksty. Jak boga kocham, CDA nie czytam. Odrzuca mnie cena ;P

Oj, nie tylko ciebie... wink

Pomoc dla głodnych dzieci: www.pajacyk.pl
http://card.mygamercard.net/PL/aero/porschak240.png

180

Odp: Moja/e recenzja/e

Z tego co wiem inFAMOUS, które zrecenzowałeś wyszło jak na razie wyłącznie na Play Station 3. Cena konsoli: ok. 1500 zł. Gra inFAMOUS kosztuje ok. 240 zł. W ogóle osoby posiadające PS 3 zazwyczaj biedne nie są. Tak więc odrzuca Cię te 14.99 raz w miesiącu? A zresztą, wnikać nie będę...

PS Gdybyś kochał Boga, to wiedziałbyś, że nie pisze się ''boga'', a ''Boga''.

http://img193.imageshack.us/img193/5057/clickanimation.gifhttp://img215.imageshack.us/img215/4456/thementalistbygaross.gif

181

Odp: Moja/e recenzja/e

@up
Czepiasz się największych pierdół, czy aż tak mnie nie lubisz? CDA nie kupuje, bo czytam PSX Extreme. inFamous kupiłem za 150zł, pozatym PS3 kupiłem jeszcze wtedy, kiedy kryzys za bardzo mnie nie dotknął (+ odszkodowanie za nogę). "Jak Boga kocham" jest to takie powiedzenie. A co do wiary to jestem ateistą.... A zresztą... to jest temat o recenzjach. Masz jakiś problem, pisz na PW, albo GG, przeciez Cie odblokowalem juz dawno...

Ostatnio edytowany przez Karol633 (2009-06-20 00:28:41)

182

Odp: Moja/e recenzja/e

Czy przepisanie zdań z recenzji Hut-a to nic? Przecież to plagiat! Poza tym czytaj dokładnie. Doskonale wiem, że istnieje takie powiedzenie ''Jak Boga kocham''. Tyle tylko że Ty napisałeś ''Jak boga kocham''. Jeśli rzeczywiście nie spisywałeś, to musiał to być ogromny zbieg okoliczności. Takie same wyrazy nawet użyłeś... Poza tym zgadzam się co do jednego-skończmy offtop.

PS Wcale nie mówię, że Cię nie lubię. Po prostu mam-sam przyznasz-uzasadnione wątpliwości co do recenzji. Dobra, teraz na serio to skończmy. Pozdro! wink

Ostatnio edytowany przez Gaross (2009-06-20 11:26:26)

http://img193.imageshack.us/img193/5057/clickanimation.gifhttp://img215.imageshack.us/img215/4456/thementalistbygaross.gif

183

Odp: Moja/e recenzja/e

@up
Widocznie zapadł dziwny zbieg okoliczności, ale już to zedytowałem. Pozatym, dziękuje ci, że wytknąłeś mi te podobne teksty, bo faktycznie mogłem zostać oskarzony o plagiat. Pozdrawiam i życze powodzenia przy następnych recenzjach. Koniec off-topu!

Ostatnio edytowany przez Karol633 (2009-06-20 11:36:41)

184

Odp: Moja/e recenzja/e

To ja na rozluźnienie atmosfery, dodaję kolejną recenzję smile.

         Zapewne większość z Was uważa Vina Diesela i jego twórczość za totalny chłam i badziew. Coś w tym jest, nie wątpię. Ale tylko, jeżeli chodzi o aktorstwo. W XXIw. Zadebiutował bowiem na scenie gier elektronicznych, wydając Kroniki Riddicka: Ucieczkę z Butcher Bay, przedmiot dzisiejszej recenzji. O ile filmy Diesela najczęściej okazują się być sztywnymi i sztampowymi produkcjami klasy B, o tyle gra (a raczej, „egranizacja”) prezentuje się wręcz wspaniale! Zapraszam do Butcher Bay...

„Dead man walking here!”... – czyli o fabule...

          Ogromna większość z nas zna Riddicka, a właściwie Richarda B. Riddicka, z filmów „Kroniki Riddicka” i „Pitch Black”. I się nie dziwię, bowiem o Ucieczce z Butcher Bay zrobiło się głośno dopiero później. Gra powstawała na licencji tych produkcji, więc zajdziemy wiele nawiązań, postaci czy nawet aktorów, związanych z powyższymi filmami. Tym bardziej, że historia w nań zawarta dzieje się przed „Pitch Black”. Ale, od początku...
          Naszym bohaterem jest Riddick, jeden z ostatnich przedstawicieli starożytnej rasy Furionów, człowiek niebezpieczny i silny. A co ja gadam!? Riddick to najniebezpieczniejszy człowiek w całym Wszechświecie, a jego stalowe mięśnie rozgniatają samym widokiem. Richarda (bo tak ma na imię na prawdę) szukają wszyscy łowcy głów, każdy chce go znaleźć i zdobyć za niego fortunę. Spytacie się dlaczego tak nękają biednego Furiona? Ano, chciał się zemścić na całym Bożym świecie, bowiem Lord Marshall zlikwidował i wyciął w pień całą jego rasę i zdewastował planetę ojczystą. Teraz już chyba nikt się Richardowi nie dziwi. Sama akcja Ucieczki z Butcher Bay jest zawarta w tytule. Johns, osobnik, któremu udało się pochwycić naszego bohatera, oddaje go (oczywiście za sowitą opłatą) pod „opiekę” więzieniu Butcher Bay. Nie jest to jednak byle jakie więzienie – najsurowsze, najniebezpieczniejsze, najbardziej strzeżone w całym Wszechświecie. Do tego jeszcze trafiają tam sami najwięksi degeneraci z odległych zakątków, planet, których nazwy nie potrafilibyśmy nawet wymówić. Naszym głównym celem będzie od tej pory dać nura z tego miejsca. Jak się okaże, wcale nie będzie to takie łatwe, jak brzmi... Po drodze Richard dowie się kilku rzeczy o sobie, swoim przeznaczeniu i swojej przeszłości, więc nuda nam nie grozi.
          Fabuła sama w sobie nazbyt odkrywcza nie jest. Z tym że oprócz wątku głównego, który opisałem powyżej, znajdziemy kilkadziesiąt questów pobocznych, dzięki którym poznamy historię zarówno więzienia, jak i więźniów. W efekcie daje to na prawdę dobrze przemyślaną i oryginalną historię, która nie nuży, jak to w co niektórych grach tego typu.

Graficzny majstersztyk – czyli o grafice...

          Tego aspektu pominąć się po prostu nie da. Mimo 5 lat na karku, Kroniki Riddicka nadal świetnie wyglądają! I nie sugerujcie się tym, że jest to konwersja z Xboxa – wszystkie tekstury wyglądają tak, jakby były przygotowywane specjalnie dla wersji pecetowej. Ponadto świetna gra cieni, dopracowany bump-mapping, dynamiczne oświetlenie i inne efekty tylko utwierdzają w opinii, że kilka lat temu to „Ucieczka...” wyznaczała standardy graficzne. Przykłady? A choćby podczas skradania. Ekran staje się niebieski, kiedy pozostajemy w ukryciu, a kolory powracają jedynie wtedy, gdy któryś ze strażników nas dostrzeże. Muszę tu wzmiankować o oczach naszego Furiona. Widzi w ciemności, dzięki noktowizji, zainstalowanej podczas rozgrywki w Kopalni. To ogromny bonus dla nas, duża przewaga nad przeciwnikami. Świetnie wygląda np. spoglądanie w silny słup świata z włączonym trybem widzenia w ciemności – oślepia nawet gracza przed ekranem monitora. Niby mała rzecz, a cieszy. Kolejnym, bodaj najlepszym według mnie elementem oprawy wizualnej, są animacje postaci. Strażnicy robią płynne uniki i biegają z widoczną gracją, a nasi oponenci więzienni zaskakują wyszkoleniem technicznym w walce wręcz i jednoczesną lekkością w wyprowadzaniu ciosów. Słowem, wszystko (bądź prawie wszystko) rusza się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Napomknę tu jeszcze o takich szczegółach, niezauważalnych pewnie dla większości, jak robieniu pompek przez skazańca, czy choćby modłach do ... Allaha?
          Na oddzielną część recenzji postanowiłem przydzielić postać głównego bohatera. Podczas rozgrywki mamy bowiem okazję zaobserwować niespotykany proceder. Vin Diesel udzielił Riddickowi całe swoje ciało, swoją twarz i swój głos (ale o tym później). Jak to wygląda? Nieziemsko. Praktycznie nie widzimy różnicy, między realnym Dieselem a fantastycznym Riddickiem. Powoduje to na pewno większe wczuwanie się w postać głównego bohatera, ale też zwiększa doznania graficzne. Tak na prawdę, bohatera „Ucieczki...” wykonano z taką pieczołowitością, jakiej od dawna nie można było zaobserwować w grach elektronicznych. A co nasz Furion potrafi? Standardowo (choć okazuje się, że nie do końca), umie się wspinać, podciągać, chodzić po drabinach, kucać, robić przewroty. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że podczas tych czynności włącza się kamera TPP. Efekt? Świetny. Obserwujemy wtedy kunszt animacji postaci. I właśnie o to chodzi! Wartym odnotowania jest także element świadomości ciała. Podczas rozgrywki możemy spojrzeć w dół – ujrzymy nasze nogi. Możemy spojrzeć w bok – spostrzeżemy nasz bark. Niby niewiele, ale zawsze zwiększa realizm. Podsumowując ten krótki wywód na temat Riddicka – wierzcie lub nie, ale to chodząca indywidualność, jeden z największych kozaków w grach elektronicznych, a do tego świetnie wyglądający...
          A jak prezentują się lokacje? Kusząco dobrze. Więzienie to zniszczone, zabrudzone, totalnie zapuszczone miejsce, w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Jama to najgłębsze podziemia, w których znajduje się tylko podłoga i ciemność. Ale, jak każdy z nas wie, nie tylko... Reszta to długie i szerokie korytarze, po których „kozaczymy”. Wszystko wygląda stosownie do charakteru wnętrza.
          No i na koniec, poruszmy trochę temat cut-scenek. Nie występują one w przytłaczającej liczbie, ale są i napędzają akcję. Co prawda możemy trochę narzekać na ich wykonanie, szczególnie jakość oddali i drugiego planu, ale to co najważniejsze – czyli Riddick + reszta – wyglądają tak, jak powinni. Bez najmniejszych wad.
          Kończąc ten długi opis grafiki, mogę zagwarantować odpowiednie doznania graficzne podczas rozgrywki. Kroniki Riddicka zaskakują jakością tekstur i niekonwencjonalnymi rozwiązaniami, które tylko potęgują „uśmiech oczu”. Grafika zdecydowanie na plus

Więzienie i muzyka filmowa – czyli o ścieżce dźwiękowej...

          W tym aspekcie, każdy znajdzie coś dla siebie. Z jednej strony mamy soundtrack więzienny, czyli brutalny język, krzyki i jęki, darcie ryja i różnorakie szepty skazańców, z drugiej strony soundtrack filmowy. Ten drugi pojawia się przy okazji jakichś grubszych akcji, okraszonych litrami krwi i dziesiątkami pocisków. Ta rozbieżność jest słyszalna, ale to jedynie plus. O ile ta pierwsza ścieżka to głównie rozmowy i brutalne krzyki, o tyle ta druga zaskakuje jakością i dobitnością. Wyraźnie usłyszymy elementy orkiestry symfonicznej. A w połączeniu z krwawą jatką, połączenie to gwarantuje niezapomniane doznania.
          Bardzo ważnym elementem Kronik Riddicka, jest voice-acting. Oprócz fenomenalnego głosu Vina Diesela, usłyszymy m.in. Xzibita, Rona Perlmana i Cole’a Hausera. Cała czwórka jest znana i postarała się, by głosy ich postaci odzwierciedlały ich samych. Riddick ma w głosie to „coś”. Pewność siebie, zadziorność i... szaleństwo? Kwestie typu „I think you gonna need backup” albo „Boisz się ciemności? Ja nie. To ciemność obawia się mnie” przeszły do już do kanonu historii. Fakt faktem, już sam głos Diesela może spowodować u przeciwników atak serca. Podobną dewizę przyjął chyba Xzibit, który użyczył głosu Abbottowi, naczelnikowi bloku więziennego, w którym zamknięto Richarda. Zachłanność, pewność siebie i zadziorność to cechy czarnego kozaka. Wniosek? Możemy spodziewać się nieuniknionego pojedynku dwóch wielkich indywidualności – Riddicka i Abbotta. Nie ma co się dłużej rozwodzić – soundtrack „Ucieczki...” jest świetny. Szczególnie polecam wsłuchać się w odgłosy w Jamie. Wrażenia na najwyższym poziomie gwarantowane...

FPS czy miks? – czyli o fizyce gry i innych szczegółach...

          Rozwiejmy teraz wszelkie niedomówienia. Kroniki Riddicka są typowym FPSem w jakichś... 20%? Reszta to sekwencje skradankowe, przygodowe i RPG, okraszone dodatkowo soczystym mordobiciem. Można więc rzec, że jest to miks wszystkiego i każdy powinien się w tej grze odnaleźć. Coś w tym faktycznie jest. Samą rozgrywkę możemy podzielić na 3 części. Pierwsza – więzienie. Tu mamy elementy RPG i przygodowe (rozmowy, handel, questy). Poznajemy historię więzienia i więźniów, orientujemy się w lokalnych układach sił. Możemy (a raczej powinniśmy) pomagać współlokatorom, którzy odwdzięczać się będą ciekawymi informacjami i przydatnymi przedmiotami. No i oczywiście, pobijemy tu kilku-kilkunastu rzezimieszków, którzy wejdą nam w drogę. Druga część – Jama i Kopalnia. Tu przede wszystkim mamy do czynienia z elementami skradanki. Jesteśmy wyposażeni jedynie w śrubokręt i paralizator, więc mamy małe pole do popisu. Tu najważniejsze są koordynacja, opanowanie i cierpliwość. No a poziom w Jamie jest już legendarnym... Trzecia część to główne więzienie, nasza droga do ucieczki. Tu dorwiemy karabiny, zasiądziemy nawet za sterami mecha strażniczego, tzw. Riot Guarda. I tak na prawdę, tutaj poczujemy moc Kronik Riddicka jako strzelanki.
          Jak w każdym shooterze, nie może zabraknąć środków masowej eksterminacji wrogów. Mamy do dyspozycji broń ręczną i broń „strzelającą”. Podczas rozgrywki użyjemy m.in. kastetów, kos, pałek, a także strzelb, karabinów szturmowych, paralizatorów a nawet miniguna! Jednak najbardziej śmiercionośną bronią jesteśmy my sami, a dokładnie nasze dłonie. Nie dość, że potrafimy jednym ciosem powalić do parteru prawie każdego przeciwnika, to jeszcze możemy zakraść się do niego od tyłu i wybrać sposób zabójstwa. A jest ich dość sporo. Możemy skręcić mu kark głośno, ale możemy też w nieco cichszy sposób. Możemy mu wbić śrubokręt lub kosę prosto w plecy, ale możemy także podejść od przodu i skierować jego własną broń w JEGO głowę. Combosy więc są zdecydowanie śmiercionośnymi metodami eksterminacji. Efekt murowany, a ofiara będzie się tylko próbowała wyrywać i krzyczeć. Ale na Riddicku nie robi to żadnego wrażenia, przecież jest on maszyną do zabijania. Ważnym jest także to, że Richard "ogarnął" możliwość blokowania ciosów wrogów, co zwiększa realizm. Jeżeli jesteśmy już przy temacie przeciwników, to zatrzymajmy się tu na chwilę. W „Ucieczce...” będziemy rywalizować z wszelkiej maści strażnikami więzienia, mechami bojowymi, ale także i z więźniami i uwstecznionymi w rozwoju kanibalami (Jama...). OK, ale jak z ich inteligencją. Ano różnie. Potrafią świetnie rozegrać pojedynek, ale potrafią też stać w bezruchu. To może denerwować, zważywszy jeszcze na to, że nasza postać jest swego rodzaju herosem w tym świecie, więc żadni przeciwnicy w pewnym momencie mogą nie sprawiać nam problemów.
          Przejdźmy dalej, teraz questy. Te zaskoczyły mnie, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Są dość zróżnicowane (typu: odnajdź coś, zabij kogoś, zdobądź informację), a nagrody także nie biją sztampą (przydatne przedmioty, szczególnie w więziennych realiach, ważne informacje potrzebne do kontynuowania gry, lokalna kasa, papierosy, nawet alkohol). Zadania w Kronikach nie są obowiązkowe do wykonywania, ale każdy powinien wykonać ich choć kilkanaście. Tu poczujemy geniusz „Ucieczki...”, a dokładnie jej elementów RPG-adventure. I drążąc temat  elementów RPG, nadmienię, że Riddick ma tylko jedną cechę, którą możemy rozwijać - punkty życia. Rozpoczynamy z 4 paskami "żywota", ale dzięki dziwnie wyglądającym maszynom, możemy je zwiększyć. To bardzo ważne, bowiem w późniejszych etapach  będziemy mieć problemy, jeżeli stan życia zbyt szybko zredukuje się do zera.
          No ale niestety, każda gra ma swoje wady. Do nich zaliczymy m.in. długość rozgrywki – nie wykonując questów, będzie to jakieś 8-10h. Co innego z posłusznym wypełnianiem powierzonych zadań – czas wydłuży się do jakichś 15h. Mam jednak świadomość, że tylko jakieś 15% posiadaczy wykonała wszystkie misje poboczne, zawarte w Kronikach Riddicka. Do minusów zaliczyć można jeszcze szwankujące AI przeciwników. I to by było na tyle...

Świetny Diesel w genialnej grze – podsumowanie...

          19.99. To cena Kronik Riddicka. Śmieszna cena. I to kolejny powód, dla którego zdecydowanie warto kupić tę produkcję. Któżby nie chciał czmychnąć z najbardziej strzeżonego więzienia w całym Wszechświecie? Eksterminacja wrogów zapewnia frajdę, skradankowe elementy budują napięcie, a fragmenty RPG-adventure zwiększają „powagę” gry. I to wszystko składa się na jedną z najlepszych gier 2004 roku. Klasyk!

Zalety:
+ grafika
+ świetny voice-acting
+ oprawa audio
+ Riddick...
+ udane połączenie gatunków
+ klimat więzienny
+ cena (19.99)

Wady:
- szwankujące od czasu do czasu AI
- długość rozgrywki

Ocena: 9/10

Ostatnio edytowany przez LordTyrranoos (2009-06-20 11:59:43)

http://ja.gram.pl/Lord-Tyrranoos <-- zapraszam! Recenzje, zapowiedzi, gameplay'e i newsy!

185

Odp: Moja/e recenzja/e

NEED FOR SPEED: MOST WANTED – recenzja

    Seria NFS jest znana chyba każdemu, kto choć trochę zagłębił się w świat wirtualnej rozrywki. Ta seria zręcznościowych ścigałek rozkochuje w sobie, zwłaszcza jej recenzowaną teraz odsłoną. Niestety, jest to marka, której prestiż minął jakieś 3 lata temu. ProStreet nieudolnie chciał dogodzić wszystkim, a nie dogodził nikomu, a Undercover to jeden z największych zawodów 2008. W dodatku Wydany 3,5 roku temu Carbon zbyt bazował na Most Wanted i nie dawał takiej frajdy, jak on. Most Wanted to chyba najlepsza – wraz z Undergroudem 2 – współczesna odsłona tej wyśmienitej serii.
    Fabuła tej produkcji przypomina nieco film akcji. Nasz bohater staje do walki o Czarną Listę – listę 15 najbardziej poszukiwanych, i najlepszych, nielegalnych kierowców w Rockport, gdzie toczy się akcja gry. Razor, zajmując y 15 lokatę, zapewne przekombinował coś w naszym aucie. Przy prawie 90% wyścigu auto zaczyna zwalniać i zatrzymuje się, a Razor oczywiście dojeżdża spokojnie do mety. Bierze nasze auto (podczas wyścigu z kierowcą z Czarnej Listy kierowca bierze auto przegranego), a co najgorsze, pojawia się policja i nas aresztuje. W policji pracuje bardzo głupi typ, sierżant Cross – pozwala sobie on naprawdę na wiele.
    Jednak nie siedzimy paru lat w więzieniu, gdyż nasz bohater zostaje wypuszczony z braku dowodów. Przygarnia nas Mia – jej historia jest spoilerowa i skomplikowana – która załatwia nam zniżkę na pierwsze auto. I tak zaczyna się walka o tytuł najlepszego kierowcy, który teraz dzierży Razor , a tuż zanim jego chłopcy – Bull i Ronnie. Razor wdrapał się na szczyt naszym autem i wciąż nim jeździ, więc musimy mu je odebrać.
    Zdobywamy uznanie kolejnych kierowców, wygrywając wyścigi, i zaliczając tzw. kamienie milowe. To próby popełniania wykroczeń. Albo musimy mieć wyścig, trwający jakiś czas, albo uciec w ciągu jakiegoś czasu, albo popełnić kilka wykroczeń, albo zniszczyć jakąś ilość radiowozów. Prób jest więcej. Za każdą dostajemy notowania – te też wymagane są do wyścigu z kierowcą z Czarnej Listy. Zdobywamy je nie tylko za kamienie milowe, ale i za zniszczenie radiowozów, czy czas trwania pościgu. Reputację zdobywa się bardzo fajnie, i dobrze, że nie wystarczy wygrywać wyścigów.
    Policja jest podzielona na 5 poziomów – żeby zdobyć wyższy, trzeba być lepszym kierowcom, no i zawsze ciężej jest uciec.
    Aut w grze jest ok. 30, każde czymś się różni od drugiego. Są licencjonowane. Samochody tuningujemy licencjonowanymi częściami – silniki, nitro, spoilery, opony, hamulce i wieeele innych. Nie ma nieprzyjemności związanych z tuningiem. Są tylko ograniczenia – żeby dostać lepsze części musisz być lepszy. Ale to nie przeszkadza i dodaje troszkę wyzwań.
    Jeśli chodzi o rodzaje wyścigów, to są klasyczne dla NFS-ów, jak np. tor, sprint, albo drag, i nowe, takie jak próba prędkości (o największą sumaryczną prędkość na rozstawionych na trasie wyścigu radarach)i próba czasowa (musisz w określonym czasie przejechać przez kolejną „bramkę”). Ogólnie ściga się bardzo fajnie, choć można się wkurzyć przegraną. I tu wkradł się, niestety, pewien bug. Podczas prób prędkości zdarza się, że zaliczysz bramkę, a gra tego nie uznaje. Jeśli miałeś sekundę czasu, to wyścig od nowa. Boli to zwłaszcza, kiedy bramek jest kilkanaście, a ty przejechałeś przed przedostatnią. No i denerwują dragi.
    Rockport City to nowoczesne amerykańskie miasto. Podzielone jest na trzy części, choć nie różnią się one zbyt bardzo. Najbardziej inna jest ostatnia, nazwana właśnie Rockport, bo to centrum miasta, a więc wieżowce, nowoczesne kompleksy i wszystko inne, z czym skojarzysz Los Angeles. Zresztą możesz odnieść wrażenie, że Los Angeles było pewnym wzorem dla twórców, czuje się trochę takiego klimatu.
    Klimat w grze zbudowano wyśmienicie. Fajne wstawki filmowe, świetna muzyka i klimatyczna grafika sprawiają, że można poczuć świetną atmosferę i przez chwilę wcielić się w takiego kierowcę.
    Jeszcze jedno, odnośnie właśnie kierowcy: tak jak w ostatnio testowanym przeze mnie Gothicu, i tu bohater jest bardzo tajemniczy. Na tyle, że nigdy nie widzimy jego twarzy. Filmiki zrealizowano trochę w FPP, a kiedy pojawia się TPP, nigdy nie widzimy facjaty naszego kierowcy. Czasem jest to trochę sztuczne, ale ogólnie nie przeszkadza.
    Grałem na PS2 i grafika na tej platformie, choć nie na maksa szczegółowa, nadrabia świetnymi efektami rozmycia i prędkości. Kiedy używasz nitro, wszystko jest trochę rozmazane, fajne są przejścia podczas kiedy z 300 km na liczniku wjeżdżasz w ścianę – nagle wszystko zwalnia. Kolizje też są efektowne, choć nie ma uszkodzeń. W ogóle grafika tworzy klimat miasta, które można sobie wyobrazić. No i zrealizowane trochę po hollywoodzku wstawki filmowe, choć gęste  tylko na początku i na końcu gry, to jednak zauważalne.
    Wielka pochwała za genialny dźwięk – warkot silnika, choć dobry, nie jest tu największą zaletą. Muzyka może się w sobie rozkochać – utwory są idealne i świetnie pasują do atmosfery miasta. Dziesiątka!

    PODSUMOWANIE: Choć NFS: Most Wanted nie jest grą bezbłędną, to jednak gra się wyśmienicie. To wciąż jedna z najlepszych zręcznościowych ścigałek i wspaniale, że mimo podupadłości serii nie zapomniano o tej marce. Miejmy nadzieję, że nadchodzące odsłony serii dadzą taką rozgrywkę, jak MW.

PLUSY:

+ miasto
+ policja
+ fabuła
+ klimat
+ moc rozgrywki
+ jako taka grafika
+ genialny dźwięk
+ to NFS!

MINUSY:

- wkurzające dragi
- drobne bugi
- grafika jednak nie genialna

Frajda: 9
Grafika: 8
Audio: 10

Ocena: 9+

edit: Recenzja poszła do zinu Multi Zone - multi-zone.pl

Ostatnio edytowany przez przemek_8025 (2010-04-22 19:20:55)

Altair rządzi.

186

Odp: Moja/e recenzja/e

@ przemek_8025 - znasz słowo "grywalność"???

PLUSY:
+ jako taka grafika

MINUSY:
- grafika jednak nie genialna

Zdecyduj się!!

Oceńcie moją stronę wcześniej.

Ostatnio edytowany przez Finez (2009-06-22 20:28:54)

http://www.einslive.de/musik/extras/2011/02/img/foo_fighters_banner.jpg

187

Odp: Moja/e recenzja/e

Tomb Raider Underwold
stara recka z mojego bloga

Kto jej nie zna? Lara Croft, równie popularna jak Mario albo i bardziej. Włażąca we wszystkie zakamarki Ziemii i ciągle pakująca się w kłopoty. Może skakać i strzelać ze swoich magicznych pistoletów niemal ciągle i nic się nie męczy a amunicji ma nieskończenie wiele. Choć nie przypomina Pudziana ani inneg pakera może nawet więcej niż oni, chociaż nie przechwala się tym. Po niby zakończeniu serii, powróciła w doskonałej Legendzie. Później podziwialiśmy jak walczy z dinozaurami, czyli był to taki ,,powrót do przeszłości" - chodzi o Anniversary. A teraz pani archeolog znowu powraca, choć nie w takim wielkim stylu jak w Legendzie...

Fajny, nowy skill
Pierwsze co się rzuca w oczy to zarąbista grafika. Ale po kolei. Po wybraniu ,,nowej gry" dom w tle menu głównej bohaterki wybucha. Fajny bajer. A potem szybko przenosimy się do środka, gdzie czeka na nas Lara. Jak się okazuje, to jej posiadłość. Wszystko się pali oraz zwala nam koło głowy. Trzeba więc uciekać a gra pomaga nam w tym, wyjaśniając wszystko związane ze sterowaniem. Taki samouczek. Gdy docieramy do drzwi koło kominka, pojawia się scenka, gdzie jakiś murzyn próbuje postrzelić dzielną bohaterkę. A potem ukazuje się napis ,,Tydzień wcześniej" i... Trafiamy jakby nic na morze Śródziemne.

Tym razem jednak zamiast szaroburego ubrania bohaterka ma na sobie kostium ,,do nurkowania" i oczywiście magiczne-z-full-ammo-pistolety z którymi nigdy się nie rozstaje. Krótka animacja i skaczemy do wody. Początkowo jest ok, nic ciekawego. Za pomocą harpuna rozwalamy dwa rekiny. Naciskam TAB i wyświetla się komputerowy dziennik Lary. Możemy tu sprawdzić o co chodzi w zadaniu ale także znaleźć przydatną informacje, która prawie dokładnie mówi co trzeba w tej chwili zrobić. Dobre ułatwienie bo zagadek jest masa ale o tym za chwilę. Okazuje się że trzeba płynąć w dół, to płynę i po chwili odsłaniają się przede mną (albo i pode mną xD) świetnie wyglądające ruiny nie wiadomo czego. Teraz mamy właśnie okazję podziwiać przepiękny, podwodny świat. Wszędzie pływają małe rybki (i jak się okazuje, także niezniszczalne) a dookoła porasta bujna, morska roślinność. Wpływając do ruin widzimy meduzy i inne ładnie wyglądające obiekty. A gdy wychodzimy z wody i przemieszczamy się po tychże ruinach, widzimy jakiego nowego bajeranckiego skilla dostała Lara. Mianowicie jest to umiejętność zwana potocznie ,,brudu-brudu" xD. Oznacza to, że pomimo wszystko bohaterka może się ubrudzić, choć noszenie kurzu i błotka nic jej nie robi. Gorzej jest natomiast gdy widzimy jak panna Croft się porusza. O ile zwykłe skoki i bieg wygląda ok, o tyle niektóre inne animacje przypominają mi Croftównę z jej pierwszych przygód. A myślałem że jak będzie super grafa to i super animacje... Coś za coś, jak widać ;(.

Połamany łeb
O co jednak w Underwold chodzi? Znajdujemy magiczne rękawice którymi możemy przesuwać niektóre obiekty (tylko świecące się na niebiesko) a także magiczny młot Thora. Wszystko po to aby uwolnić matkę, która została uwięziona w krainie Avalon. By to zrobić trzeba przemierzyć siedem ogromnych miejsc, tak więc oprócz swojej posiadłości i Morza Śródziemnego zwiedzimy Tajlandię, Meksyk ale i Morze Arktyczne. Etapy są ogromne i przejście ich zajmuje dużo czasu. Niestety, czasami nie koniecznie mile spędzonego czasu...

Zagadek jest tu bardzo dużo. I to mi najbardziej przeszkadzało. Gdzie nie pójdziemy to łamiemy sobie głowę aby przejść dalej. A że łamigłówki są tu trudne, możemy nad czymś takim spędzić wiele czasu. Nie zapomnę jak zastanawiałem się, jak by tu przenieść kamienie z jednego miejsca do drugiego gdyż brama przez którą trzeba było przejść, zamykała się gdy tylko Lara schodziła z wielkiej płyty. W necie znalazłem info że trzeba rzucić te kamienie. Włączyłem od nowa grę, fajnie, wyświetliła mi się informacja że aby rzucić przedmiot trzeba nacisnąć Caps Lock... A wcześniej za nic nie chciała się wyświetlić! Albo gdy musiałem w Tajlandii ustawić tak dwa posągi aby odbiły dwa promienie światła w taki klejnot. Zanim to zrobiłem minęło 10 minut! I wcale nie pomaga to, że możemy uzyskać tą wskazówkę informującą co trzeba teraz dokładnie zrobić bo w zagadkach to rzadko kiedy pomaga. Prędzej gdy nie wiemy gdzie pójść.

PIF PAF!!!
Przed załadowaniem się etapu wybieramy dodatkowe uzbrojenie (np. pistolety maszynowe lub strzelba) oraz ubiór bohaterki. Miłym urozmaiceniem są strzelaniny które odsuwają niemiłe wspomnienia z zagadek. Walki ze zwierzętami (tymi żywymi i... umarłymi!) są czasami trudne, pomimo tego że jedyne co robią to biegną i atakują bohaterkę. Ale po ludziach z którymi też czasami walczymy, można by spodziewać się czegoś więcej, niż stanie w miejscu (ewentualnie przebiegnięcie kilka metrów dalej) i strzelanie dalej. O ile Lara umie rzucać granaty i celnie strzelać (nawet do dwóch przeciwników naraz) to dla przeciwników jest to zbyt trudna sztuka.

Sterowanie jest proste i szybko się do niego przyzwyczaimy. Podczas walk możemy uderzyć ciosem wręcz jednak i tak lepiej używać broni. Możemy też spowolnić czas aby szybciej wykończyć przeciwników. To fajna opcja ale także za często jej nie używałem. Czas spowalnia też czasami podczas niezwykłych zdarzeń gdy trzeba np. dosyć szybko wypuścić hak, który chwyci celu i uratuje nam życie. Denerwuje czasami kamera która nie potrafi się dobrze ustawić więc czasami trzeba skakać według instynktu.

A skakania tu masa bo oprócz częstych zagadek i rzadkich strzelanin trzeba chwytać się krawędzi, stać na słupach i skakać z masztu na maszt. To akurat jest dobre, ale tylko wtedy gdy wiemy gdzie się udać. Tylko niektóre przejścia i krawędzie których trzeba się chwycić potrafią być dobrze poukrywane.

Podsumowanie
Muzyka zostawia raczej pozytywne wrażenie, podobnie jak cała gra. Denerwują niektóre zagadki i błędy kamery. Brakowało mi większej ilości strzelanin, które przynajmniej dla mnie są jedną z największych i głównych zalet gry. Underwold potrafi wciągnąć swoją fabułą i nie brakuje tu fajnych elementów np. jazda motorem w Meksyku. No i ta szpanerska umiejętność Lary - ,,brudu-brudu" xD. Jeżeli łamigłówki ci nie przeszkadzają, to do oceny ogólnej dodaje jeden punkt.

PLUSY
+ strzelaniny, może AI nie jest świetne ale są fajnym urozmaiceniem od zagadek
+ przeskakiwanie z miejsca na miejsce też jest spox
+ świetna grafika

MINUSY
- jakby było choć troszkę mniej zagadek albo byłyby łatwiejsze...
- niektóre animacje Lary przypominają animacje z 2000 roku
- czasami denerwuje kamera


Ocena: 7+/10
Czyli Legenda nadal rządzi...

188

Odp: Moja/e recenzja/e

Ja też używam zamiast słowa ''Grywalność'', ''Frajda''. Jest oryginalne i ciekawe. A jeśli Tobie się Finez nie podoba, to Twoja sprawa(bo chyba  o to Ci chodzi). Ja już oceniłem Twoją reckę i zdania nie zmieniam- taka sobie.

http://img193.imageshack.us/img193/5057/clickanimation.gifhttp://img215.imageshack.us/img215/4456/thementalistbygaross.gif

189

Odp: Moja/e recenzja/e

O grafikę się zdecydowałem - jest dobra, ale NIE GENIALNA. A NFS:MW to bardzo dobra gra i trzeba się przyczepiać nawet do szczegółów.

Jeśli o słowo grywalność chodzi, to tak, znam je, ale chyba to chyba to samo co frajda, albo moc rozgrywki, nie?

Altair rządzi.

190

Odp: Moja/e recenzja/e

@przemek_8025 - Grywalność jest bardziej fachowym określeniem no ale dobra.

@Gaross - Dobra ty oceniłeś i nie spodziewałem się po tobie żebyś owo zdanie zmieniał.

@Cała reszta - oceńcie tą reckę!

http://www.einslive.de/musik/extras/2011/02/img/foo_fighters_banner.jpg

191

Odp: Moja/e recenzja/e

@up
Frajda brzmi bardziej luźno, co wprowadza taki luźny, spokojny nastrój, jest to bardzo fajne słowo

@przemek_8025
Będę w przyszłości stosował taki sam system oceniania, chyba się nie obrazisz smile A co do recki to bardzo dobra. A jeśli chodzi o grafikę: jeśli uważasz, że nie jest najgorsza, ale także nie genialna, to poprostu nie wpisuj jej do żadnej rubryki smile

po\Z/dro

Ostatnio edytowany przez Karol633 (2009-06-24 22:16:48)

192

Odp: Moja/e recenzja/e

@Karol633
Nie poznaję Cię. Zmieniłeś się. Ten avatar... xD

@Finez
Fachowym? Heh. smile Najpierw radzę profesjonalnie pisać tekst, a dopiero potem zastanawiać się czy wybrać ''Frajdę'' czy ''Grywalność''. Poza tym piszemy dla zabawy i tak jak napisał Karol: '' frajda brzmi bardziej luźno''. A jeśli chcesz wiedzieć to w pewnej gazecie(bodajże Neo Plus) używa się słowa ''Miód''. Czy to wyklucza ich z kręgu profesjonalistów? Moim zdaniem nie. smile 

Pamiętam jak na forum MegaZin spieraliśmy się, które słowo ma być użyte. Ja twardo stałem za ''Frajdą'', ale Jedi chciał ''Grywalność''. wink Wygrała(i niech żyje) frajda! tongue

@przemek_8025
Kontynuuję słowa Karola. (...)Nie wpisuj do żadnej rubryki albo zrób coś w tym stylu:

Plusy:
+taki
+taki
+grafika trzyma poziom...

Minusy:
-...ale daleko jej do doskonałości.

Lepsze to niż wpisanie grafy w obie rubryki. smile

http://img193.imageshack.us/img193/5057/clickanimation.gifhttp://img215.imageshack.us/img215/4456/thementalistbygaross.gif

193

Odp: Moja/e recenzja/e

Dobra, zrozumiałem ;d. A co na temat recki sądzicie?

@Finez - Twoja jest trochę za bardzo techniczna, mało opisu rozgrywki. Nie najlepszą masz kompozycję, ale czytać się da. 7/10.

@Karol633- Mamusiu! On mi ukradł system oceniania!

tzn. oczywiście, nie obrażę się ;P.

Ostatnio edytowany przez przemek_8025 (2009-06-25 17:21:50)

Altair rządzi.

194

Odp: Moja/e recenzja/e

Finez 6/10
GarosS co do frajdy to mi się to określenie podoba, tylko do zinu trochę nie pasowało smile A wygrała bo to ty tam byłeś szefem xD

195

Odp: Moja/e recenzja/e

„Świetna ścigałka”, „Coś pięknego”, „Niesamowita gra”. Jest wiele określeń na Burnout Paradise. Ja ograniczę się do jednego: gra wybitna.

    Czy gra, w której pojazdy jeżdżą same, ludzi na ulicach nie widać, a samochodów jest kilkanaście na kilometr kwadratowy można tym mianem określić? Tak, pod warunkiem, że posiada ona taki świetny system jazdy.

Do wyboru, do zniszczenia?

    Burnout Paradise do złudzenia przypomina serii FlatOut. Po pierwsze, model jazdy jest mocno zręcznościowy, po drugie, system zniszczeń jest w tej grze po prostu niesamowity. Każdy centymetr kwadratowy auta ma co najmniej kilka rodzajów wgnieceń! I nie przesadzam, ponieważ gdyby zrobić sto zdjęć tego samego, rozbitego auta, spokojnie można by zrobić z nich zabawę w stylu „znajdź 10 szczegółów różniące te sto obrazków”. I, uwierz mi, nie miałbyś problemów z ich znalezieniem.
    Czy oprócz modelu zniszczeń gra posiada jeszcze jakieś atuty? Oczywiście. Największym z nich jest tytułowe Paradise City, fikcyjne miasto w którym dzieje się akcja gry. Jest ono rozległe, piękne i zawsze jest piękna pogoda. Przepełnione jest ono wszelkimi ukrytymi trasami czy elementami które można zniszczyć lu, o które można się efektownie rozbić. Same przemieszczanie się po metropolii jest ciekawe, a to dlatego, że mimo wszystko cały czas zaliczasz procenty potrzebne do ukończenia gry. A to pobijesz czas jakiejś ulicy, albo wykonasz super skok. Zabawa zaczyna się jednak po zatrzymaniu na światłach.

„Take me down to the Paradise City…”

    Tak, a to nie dlatego, że przejechanie na czerwonym świetle jest karane, ale dlatego, że wtedy rozpoczyna się wyścig (albo co innego, o tym za chwilę). Wystarczy jednocześnie wcisnąć przyciski odpowiedzialne za gaz i hamulec, a automatycznie zostaniesz przeniesiony na start. Po chwili dowiadujesz się, gdzie jest meta. I co? No właśnie. Nie ma w tej grze ustanego toru, jest tylko kompas wskazujący metę, a dojazd do niej jest nieograniczony. To, czy pojedziesz autostradą czy… torami kolejowymi zależy tylko od ciebie. Oczywiście najlepiej przed startem wyścigu spojrzeć na mapę i obmyślić najlepszą trasę, żeby wyprzedzić przeciwników i pokazać kto rządzi w Paradise City!
    Lecz nie samymi wyścigami w Burnoucie się żyje. Jedną z lubianych przeze mnie jest tzw. „Ścigany”. W tej konkurencji trzeba dojechać do mety w jednym kawałku, co łatwe nie jest, ponieważ przeszkadzają Ci przeciwnicy, którzy mają wielką chęć na zgniecenie twojego autka (o nich również za chwilę). Kolejną konkurencją którą lubię, jest „Rozwałka”. „Sterujesz” wtedy wrakiem swojego samochodu, odbijając się od ziemi przy pomocy dopalacza (nei brzmi to realistycznie co?) i przy okazji niszcząc wszystko co ma cztery koła. Nabijając kolejne komosy i mnożniki, kończysz dopiero wtedy, kiedy skończy Ci się dopalacz, który ładuje się poprzez rozwalanie kolejnych aut. Kolejną, które lubię (jest jakaś której nie lubię?), są akrobacje. Podobnie jak w w rozwałce, nabijasz mnożniki i kombosy poprzez wykonywanie różnych sztuczek tj. daleki wyskok czy niszczenie billboardów (potrzebne do ukończenia gry w 100%). Jednak wisienką na torcie jest konkurencja o nawie „pirat”. Nie ma tu żadnej mety czy startu. Wystarczy tylko „stejkdałnować” (czyt. zniszczyć) wyznaczoną ilość wozów. Oczywiście, nie pozostają ci one dłużne, co powoduje wielkie emocje niczym w najlepszym meczu piłkarskim.
    Za każdą wygraną konkurencję dostajemy punkt do prawa jazdy. Podzielona jest ona na sześć kategorii, odpowiednio: D, C, B, A, Burnout oraz Elite. Te ostatnie to zadanie dla maniaków, jednak jak najbardziej możliwe do zrealizowania.

A jak wiadomo, do każdej roboty jest potrzebne odpowiednie auto. Dostępnych jest ich siedemdziesiąt-pięć, i różnią się one od siebie w sposób znaczący. Jedne to prawdziwe maszyny, które rozpędzają się do setki w jedną chwilę. Inne są idealne do wykonywania akrobacji.  Jeszcze inne to typowe „móły”, auta-potwory siłą oraz możliwościami rozwalania wszystkiego co jeździ przewyższają czołgi Polskiej armii. Dodatkową pomocą jest wspomniany już dopalacz, czyli swoiste nitro. Ładuję się on poprzez wykonywanie różnych sztuczek czy niszczenie innych aut, oraz wtedy, kiedy odwiedzi się stacje benzynową.
    Jak je zdobyć? Otóż, nie posiadamy tu typowego garażu czy sklepu za autami na modłę kolejnych serii Need for Speed’a. Za garaże robią złomowiska. Czemu? Otóż, żeby zdobyć nowe auto, trzeba albo zdobyć je w wyścigach, albo, co jest ciekawsze, samemu je upolować! Tak, w pewnym momencie dostajemy informację, że po mieście jeździ nowa fura. Więc, nie zwlekając, niczym pantera, tropimy ofiare, po czym dopadamy i „tejkdałnujemy”. Świetna zabawa i nowe auto gwarantowane. A jaka satysfakcja.
   
„… Where grass is green and girls are pretty!”

    A wszystkiemu temu towarzyszy zdumiewająca oprawa graficzna. Auta, choć nie posiadają znaczków prawdziwych marek, są śliczne i świetnie zaprojektowane.  Same Paradise City zachwyca nie tyle rozmiarem, co pięknem. Każdy budynek różni się od innego wzorem czy dokładnością, za jakimi go wykonano. A zauważasz to, tylko przejeżdżając obok nich. W przeciwieństwie do NFS: Undercover czy GTA 4, gra jest świetnie zoptymalizowana. Niemal non stop towarzyszyło mi 60 klatek na sekundę. Sprawia to, że oprawa graficzna jest wzorem dla wszystkich next- genowych produkcji.
    Oczywiście, z głośników dobiega różnorodna muzyka, która jest idealnie dopasowana do wakacyjnego klimatu Paradise City. Efekty dźwiękowe pozwalają tylko domyślać się, jak nad blachą znęcali się dźwiękowcy. Gra została w pełni spolszczona (tylko w wersjach na PS3 i PC, wersja na X360 została wydana w Polsce po angielsku) i wypadła ona naprawdę dobrze. Lektor, tzw. Dj Atomica objaśnia wszystko starannie oraz służy radami przy każdej okazji, co wypada zdecydowanie na plus.
    Jedynym zastrzeżeniem może być brak restartu bieżącej konkurencji , ale w późniejszych etapach można się do tego przyzwyczaić.

Podsumowanie: Gra przyciąga już od samego początku, a chęć wygrania „jeszcze jednego” wyścigu nie opuszcza Cię przez bite kilka godzin. Gra naprawdę w pełni next- genowa, świetnie zoptymalizowana i co najważniejsze grywana. Zręcznościowa ścigałka wszechczasów? Nie można zaprzeczyć.

Plusy:
-Zadania na każdych światłach.
-Grafika.
-Optymalizacja i stabilność.
-Model jazdy i kraksy.
-GRYWALNOŚĆ!
Minusy:
-Brak restartu bieżącej konkurencji.
-Czasem kompas.

Frajda: 10
Grafika: 9
Muzyka: 8

Ocena: 10-

PS. W pakiecie "The Ultimate Box" zostały dodane motory, ocena jak najbardziej pozytywna.

Ostatnio edytowany przez Karol633 (2009-06-26 22:52:04)

196

Odp: Moja/e recenzja/e

Zanim ocenię zawartość recenzji mam jedno pytanie - grałeś w polską wersję?

197

Odp: Moja/e recenzja/e

@up
Owszem, i mi ona bardzo przypadła do gustu.

198

Odp: Moja/e recenzja/e

O, mój Boże! Toć to polskie tłumaczenie jest karygodne. Oby Pan zesłał na polskich tłumaczy potop.
Showtime - Rozwałka
Stunt Run - Akrobacje
Road Rage - Pirat
Ścigany - Marked Man(ujdzie)

Ostrzegam, że mój mózg po północy funkcjonuje wolniej, więc i ma opinia będzie krótka.

I nie przesadzam, ponieważ gdyby zrobić sto zdjęć tego samego, rozbitego auta, spokojnie można by zrobić z nich zabawę w stylu „znajdź 10 szczegółów różniące te sto obrazków”. I, uwierz mi, nie miałbyś problemów z ich znalezieniem.

Nie przesadzałbym. Zaimplementowane tekstury i możliwości ich edycji nie są aż tak duże, w grze, w której obecnych jest 75 samochodów i każdy z nich można na kilka sposobów edytować. Chyba, że twórcy wykupili engine (ala Euforia), który automatycznie dostosowuje "zachowanie" poszczególnych części aut w danym momencie, w danej chwili. Wątpię, choć nie znam "kulisów kulisów".

Mam inne spostrzeżenia, ale bardziej osobiste. Co kto lubi.
Recenzja napisana nieźle, aczkolwiek nie obyło się bez kilku głupich błędów (komosy, nei), zbyt często powtarzałeś "lubię" oraz w recenzji nie wspomniałeś, że kompas czasem nawala, a jest obecny w minusach. Ah, no i z tego co wyczytałem to posiadacz The Ultimate Box, tak? A dlaczego nie wspomniałeś nic o Party Mode, kolego wink?

199

Odp: Moja/e recenzja/e

Devil napisał/a:

A dlaczego nie wspomniałeś nic o Party Mode, kolego?

No właśnie. Party Mode to jedyny tryb w jaki miałem przyjemność zagrać w Burnout. Był świetny, a w twojej recenzji nie ma nawet wzmianki o nim. Ale ogólnie jest dobrze.

http://img193.imageshack.us/img193/5057/clickanimation.gifhttp://img215.imageshack.us/img215/4456/thementalistbygaross.gif

200

Odp: Moja/e recenzja/e

@up,2up
Faktycznie, zapomniałem o Party Mode. Jak będe miał czas zedytuje jeszcze tą recke. Może to przez to, że jak napiszę recenzje nie moge się powstrzymać z jej udostepnieniem tongue

Ostatnio edytowany przez Karol633 (2009-06-27 10:30:33)